wtorek, 18 sierpnia 2015

"Fräulein France", Romain Sardou



Stukot kieliszków wypełnionych szampanem, obłoki dymu cygarowego, głośne rozmowy, kojące dźwięki muzyki jazzowej w tle. Krążące po sali dziewczyny w pięknych strojach, powłóczyste spojrzenia, kilka słów wyszeptanych na ucho. Ozdobne schody wiodące do pokoi na piętrze, delikatny odgłos zamykanych drzwi. Sfinks - jeden z najpopularniejszych domów publicznych w Paryżu. Kiedy przybywa do niego France, tajemnicza młoda kobieta, jej uroda przyciąga wzrok. Ma ze sobą jedynie pojedynczą walizkę, której zabrania komukolwiek dotykać.

Nim zostaje przyjęta na okres próbny, dziewczyna stawia jeden warunek - swoich klientów wybierać będzie tylko i wyłącznie spośród śmietanki najbardziej wpływowych żołnierzy niemieckiej armii. Burdelmama będzie czerpać z tego korzyści, ale France wykłada sprawę jasno: to ona dyktuje tutaj warunki. Pracodawczyni przystaje na propozycję kobiety. Tajemnicza piękność, Afrodyta w ludzkiej skórze - jaką może mieć przeszłość? Jakież to mosty za sobą spaliła?

"- Nadal nie chcesz mi powiedzieć, kto to jest?
- To Furia.
Kobieta pokiwała głową.
- Coś takiego! Mam wrażenie, że dziewczyna jest raczej zrównoważona.
Jej mąż uśmiechnął się i powiedział:
- Nie, nie zrozumiałaś mnie. Wcielenie zemsty, u starożytnych Greków... Furia!"

Rzecz dzieje się we Francji, zaczynając od roku 1940. Romain Sardou w naturalny sposób łączy fikcję z faktami historycznymi. Nie podaje jedynie suchych informacji, a wplata je do fabuły w spójny sposób, dlatego czytelnik nie odnosi wrażenia przytłoczenia czy nudy, jednocześnie się ucząc. Nie zapomina, że realia państwa francuskiego pod rządami Petaina to tło dla jego powieści, dlatego może pozwolić sobie na delikatne przekształcenie niektórych epizodów by pasowały do akcji. Na końcu książki umieszcza rozeznanie - wskazuje rzeczywiste fakty historyczne, albo mówi, gdzie dokonał poprawek na rzecz bohaterów, przy okazji rozwijając temat. To doskonałe rozwiązanie dla osób pragnących dowiedzieć się czegoś więcej, a autor tym samym unika niepotrzebnego spowolnienia akcji.

Nie jest to powieść o wielkich bitwach i heroicznych czynach, a o codziennym życiu francuzów zmuszonych do radzeni sobie pod okupacją niemiecką. To opowieść o ludziach, którzy będą kolaborować z wrogami, zapraszając ich na salony, próbując się przypodobać i ocalić własne majątki, ale również o osobach, które działają skrycie w ruchu oporu. Autor stara się zgłębić różne sfery życia, dlatego oprócz France będziemy mogli śledzić poczynania Friedricha Grimma, członka niemieckiej armii. Na jego podstawie ukarze, jak zmieniła się pozycja nazistów wraz z rozwojem wony. Na początku spotkamy młodego, obiecującego człowieka, a potem przestraszonego, wysoko postawionego mężczyznę, którego kraj czeka wielka klęska. W tym wszystkim Sardou bardziej kładzie nacisk na kolaborację, dlatego wątek ruchu oporu będzie miał mniejszy wkład w fabułę, lecz równie istotny.

W samym centrum znajduje się France. Nie sposób nie podziwiać jej sprytu, gdzie niby stoi w blasku reflektorów, a jednocześnie znajduje się za kulisami, pociągając za sznurki. Przybiera całą gamę masek, jednak dopiero pod koniec zdejmie przed czytelnikiem tę ostatnią, pod którą skrywa się jej prawdziwa historia i szczegółowe motywy. Musicie wiedzieć, że żaden z kroków France nie jest przypadkowy; kobieta doskonale wie, co robi, a jej siła tkwi w umyśle. Poznajemy ją jako dziewczynę mądrą, wykorzystującą swoją inteligencję do tworzenia przemyślanych planów. Działa skrupulatnie i subtelnie, co świadczy o jej niezwykłej determinacji i całkowitemu oddaniu własnej sprawie. Nie sposób nie podziwiać tak silnego charakteru żeńskiego i nie sposób również żałować, że wciąż nie ma takich więcej w literaturze.

"- W dzisiejszych czasach uczciwość i spokój już nie idą w parze.
- W takim razie wybieram spokój. Bez wahania."

Wskazówki zostawiane przez Sardou między zdaniami są w większości bardzo oczywiste, a przed finałem czytelnik ma cząstkową wiedzę na temat rzeczywistych zamiarów France, więc możemy mówić tu o przewidywalności. Ale po co? W żadnej mierze nie odebrało mi to przyjemności z czytania, nie powstrzymało mnie przed połykaniem kolejnych stron i fascynacją opowiadaną historią. Lekkie pióra autora cechuje praktyczny, a jednocześnie bardzo bogaty zasób słownictwa. Tym samym przekłada się to na zgrabnie prowadzoną narrację - wciągającą po sam czubek głowy.

Nie nazwałabym tej powieści arcydziełem ani majstersztykiem, ale i tak chciałabym ją Wam polecić z całego serca. Bo może i nie trzyma w napięciu, może i nie jest absolutnie zaskakująca, lecz Sardou każdą stroną intryguje, każdą stroną od nowa wzbudza zainteresowanie czytelnika. Świetnie kreśli tło historyczne, prowadzi nas krętymi ścieżkami mentalności francuzów, doprawiając to intrygami oraz wydarzeniami, które z początku wydają się chaotyczne czy bez kontekstu, ale nic nie jest tu dziełem przypadku; pozorny nieład łączy się w spójną całość wraz ze zwieńczeniem akcji. Wszystkie drobne zajścia miały jeden wspólny faktor - France, czyli kobietę, która w swoich działaniach przywodzi na myśl Amy Dunne z Zaginionej dziewczyny Gillian Flynn. Choć obie kobiety mają odmienne motywy, to, porównując je, znajdziemy wiele wspólnych cech.

Fräulein France nie należy do powieści, które sięgają głębiej, wzbudzając w czytelniku skrajne emocje. Cała lektura polega na subtelności, nadawanej przez główną bohaterkę, by ostatecznie wstrząsnąć i wprawić w osłupienie finałem. Kluczem do zaskoczenia były nie kroki podejmowane przez France, które prędzej czy później stały się dla mnie jasne, lecz jak osiągnęła to, co osiągnęła, jej wyrzeczenia, jej prawdziwa historia. Ostatecznie sprowadza nas to do trzech żelaznych zasad retoryki, wprowadzonych w starożytnej Grecji - docere, delectare, movere (uczyć, zachwycać, poruszać). Choć tutaj mamy do czynienia ze słowem pisanym, to, jakby na to nie patrzeć, dzieło Romaina Sardou spełnia wszystkie kryteria.

"Byłam gotowa do podboju Paryża. Moje ciało i ja."

Moja ocenca: 8/10